To Cud, że Rafał przeżył koszmarny wypadek. Teraz potrzeba pieniędzy, by stanął na nogi
Wystarczy jedna chwila… To był wyjątkowo słoneczny majowy dzień. Traktor wyjechał z pola na asfaltową drogę. Kierowca nie rozejrzał się. Wystarczy jedna chwila… Rozległ się huk. W ciągnik wbił się motocykl. Motocyklista przeleciał na pobocze uderzając w stertę kamieni… Wystarczy jedna chwila… Na miejscu zjawiła się policja, straż pożarna, karetka, śmigłowiec Lotniczego Ratowniczego Pogotowia…
Tak w jednej chwili skończyło się dotychczasowe, beztroskie życie Rafała Suskiego. Zaczęła się prawdziwa walka o każdy dzień, o sprawność, o normalność jaką znał do tej pory. Do tego już nie wystarczy jedna chwila… Do tego potrzeba każdego dnia determinacji, wiary, siły, jak również Waszego wsparcia, by Rafał mógł przejść kosztowne operacje.
Ekran komórki dotykał nosem...
Po wypadku Rafał na chwilę odzyskał świadomość. Pamiętał, że jechał drogą, że wyjechał traktor, że nie miał szans go ominąć, że uderzył w niego. Chciał wstać. Nie mógł. Nie czuł ręki. Wisiała dziwnie powyginana. Jakimś cudownym sposobem udało mu się utrzymać telefon. Nie mógł już jednak wybrać numeru palcami. Ekran komórki dotykał nosem. Tak udało mu się zadzwonić do brata. - Miałem wypadek. Przyjeżdżaj – wydyszał, gdy usłyszał znajomy głos. Brat w pierwszym momencie nie zrozumiał słów. Za chwilę był już w drodze na miejsce wypadku.
Na miejscu policjant bezradnie pokiwał głową. Pokazał na karetkę, gdzie opatrywany był Rafał. Stan był beznadziejny. Wezwano na miejsce śmigłowiec LPR.
Ludzie gadają...
W mediach jeszcze tego samego dnia pojawiły się komunikaty o wypadku, do którego doszło na skrzyżowaniu ulic Włoczewskiej z drogą prowadzącą do miejscowości Trzebuń w Starych Proboszczewicach. Policja informowała, że 48-letni kierujący ciągnikiem rolniczym nie ustąpił pierwszeństwa przejazdu na skrzyżowaniu motocykliście. Okazało się, że kierowca traktora był nietrzeźwy. 35-latek z powiatu płockiego z poważnymi obrażeniami ciała został przetransportowany śmigłowcem do szpitala...
To był też kolejny wypadek z udziałem motocyklisty w tym roku. Według statystyk praktycznie wszystkie spowodowane były właśnie tym, że kierowcy samochodów nie ustępowali pierwszeństwa motocyklistom. Ale pierwsze komentarze jakie się pojawiły dowodziły, że motocyklista na pewno przekroczył dozwoloną prędkość. Zwłaszcza, że jechał ścigaczem, czyli sportowym motocyklem. A prawda była taka, że w chwili zderzenia prędkościomierz pokazywał 70 km/h. To nie była prędkość maksymalna Kawasaki Ninja.
Szykowany był na części zamienne
Rafał zderzenie z ciągnikiem cudem przeżył. Nie wierzyli w to medycy ani w karetce, ani w szpitalu. Chłopak szykowany już był na części zamienne. Tak, tak… Motocyklista, miał być stereotypowym dawcą organów. Słyszał doskonale wszystko, co mówił personel medyczny, choć leżał nieprzytomny w szpitalu. Nie mógł nic zrobić, ani zaprotestować. Czuł, że za chwilę wszyscy postawią na nim krzyżyk.
W chwili jednego niefortunnego szpitalnego zabiegu poczuł, że opuszcza ciało. Widział, jak ludzie w kitlach nerwowo kręcą się nad jego łóżkiem. Widział siebie z opatrunkami z lotu ptaka. Poczuł nagłe szarpnięcie. Obraz znikł. Znów leżał na łóżku nie mogąc ruszyć ręką i nogą. Nie mogąc się odezwać. Nie mogąc poprosić o wodę, której nikt nie pomyślał, żeby mu podać. W tym samym czasie koledzy zamawiali w kościele mszę o jego powrót do zdrowia.
Jest jak stalowy Robocop
I tak, od wypadku Rafał co chwila wprowadza świat medyczny w osłupienie. Miał nie żyć – żyje, miał przy odniesionych obrażeniach się nie ruszać - rusza się. Lewa ręka miała być bezwładna - a jednak nie jest. Oczywiście, długa droga przed chłopakiem do sprawności, ale to, co osiągnął determinacją i walką, wywołuje podziw pomieszany na równi z niedowierzaniem, że tak można.
W dwa tygodnie przeszedł 6 operacji. Ma dziś w sobie tyle metalu i śrub, że jest jak stalowy Robocop. Bramki na lotniskach wyłyby z rozkoszy, gdyby przez nie przechodził... Ale Rafał ani nie lata samolotem, ani nie chodzi... Porusza się dziś na wózku inwalidzkim. Najchętniej by wstał, ale skończyły się pieniądze na rehabilitację.
Jeśli nie będzie ćwiczył ze specjalistą, grożą mu trwałe przykurcze. Potrzeba też 30 tysięcy zł na operację nogi, w której powoli traci czucie. To wina braku systematycznej rehabilitacji. Przydałaby się jeszcze operacji ręki. Na razie jednak Rafał musi ratować w pierwszej kolejności nogę…
A życie toczy się dalej...
Rafała wszędzie było pełno. Pracował jako specjalista od BHP i PPOŻ. W weekendy prowadził imprezy jako DJ. Grał na zabawach i na weselach. Znało go wiele osób. Motocykle od dziecka były jego pasją. Jeździł często po okolicy z bratem i z kolegami ze swojej wioski. Podczas tamtej feralnej przejażdżki jechał sam. Na motocykl już raczej nie wsiądzie. Myśli o samochodzie dostosowanym do potrzeb osób niepełnosprawnych. Chciałby być niezależny a przede wszystkim samodzielny. To jednak plany na dalszą przyszłość. Teraz trzeba ratować co się da. W grudniu czekały go kolejne sprawy w sądzie w sprawie wypadku. Traktorzysta nie przyznaje się do winy. Nie ma winnego nie ma odszkodowania od firmy ubezpieczeniowej.
Nie ma jednak co narzekać. Problemy w życiu zawsze są, a trzeba też umieć dostrzec pozytywne rzeczy np. to że żyje, że wspierają go ludzie od rodziny, przez pracodawcę po przyjaciół. Rafał wierzy, że będzie jeszcze chodzić. Dziś jest w domu. Własnym sumptem z pospawanych rurek rodzina zrobiła mu łóżko do rehabilitacji oparte na cegłach, ktoś pożyczył wózek inwalidzki. Potrzeb jest coraz więcej. Coraz większa jest też presja czasu. Pieniędzy brakuje. Czego nie brakuje? Optymizmu, wiary i chęci walki Rafał ma tyle, że obdzieliłby nimi wszystkich wokół i jeszcze by mu sporo zostało.
Chłopak ma też swój motor do działania. To jego półtoraroczna córeczka Kornelka. Nie opuszcza tatusia na krok. Nie zwraca uwagi na to, że tata jeździ na wózku, tylko ufnie wdrapuje się na jego kolana i szczerze przytula. Lepszej motywacji do działania nie ma.
Wywiad motocyklowego świata
Historia wypadku Rafała odbiła się szerokim echem w motocyklowym środowisku. Do Rafała zawitali organizatorzy charytatywnej akcji Moto Mikołaje Płock wraz z zaprzyjaźnioną grupą motocyklową Street Kings.
To nie była tylko kurtuazyjna wizyta, ale wywiad, jak wygląda sytuacja i czego Rafałowi potrzeba. Padły hasła - rehabilitacja, sprzęt do rehabilitacji, zmywarka. Zaczęło się błyskawiczne działanie. Na apel o pomoc dla Rafała błyskawicznie znalazły się rowerki do rehabilitacji, dwa wózki inwalidzkie, w tym udało się ufundować jeden nowy. Koledzy postanowili nie tylko wesprzeć kolegę datkami finansowymi i rzeczowymi. Sprowadzili go również na finał tegorocznej akcji MotoMikołaje Płock na Starówkę, by chłopak choć dziś jeździ na wózku inwalidzkim pobył wśród motocykli, które tak bardzo kocha. Przekazali mu tutaj łóżko rehabilitacyjne i zmywarkę.
Piękny i wspaniałomyślny gest, ale… Życie toczy się dalej, a wraz z nim toczy się dalej walka o zdrowie Rafała.
Po ostatnim badaniu EMG wyszło, że Rafał ma pozrywane nerwy w prawej nodze. W lewej nodze brak reakcji wykazuje nerw strzałkowy. Wkrótce chłopaka czeka rezonans magnetyczny, który określi dokładny stan nóg. Rafał czeka na to badanie, bo już umówiony jest ze specjalistą z Łodzi, który zajmuje się odbudowywaniem nerwów. Jest szansa m.in. na rekonstrukcję nerwu obwodowego strzałkowego i Rafał chce ją w 100% wykorzystać. Takie operacje robią też w Katowicach. Są drogi, którymi można iść, choć pandemia koronawirusa skutecznie depcze po piętach i zamyka drzwi do specjalistów. Trzeba jednak próbować i walczyć, a do tego mieć fundusze na operację. Ile dokładnie potrzeba pieniędzy, pokażą dalsze szczegółowe badania. Na chwilę obecną wiadomo, że powrót Rafała do pewnego rodzaju sprawności kosztuje 30 tys. zł. Sam nie udźwignie tych kosztów, zwłaszcza że Rafał wymaga ciągłej rehabilitacji i specjalistycznego sprzętu. Jeśli jednak pomożemy, chłopak ma szanse.
To jak? Pomożecie?
Zbiórka pieniędzy dla Rafała jest prowadzona w serwisie zrzutka.pl
Podobało Ci się? Udostępnij!






